
Red Sea znów wstrząsa frachtem. Europa płaci więcej
Armatorzy ponownie omijają trasę przez Morze Czerwone, kierując statki wokół Afryki. Dłuższy rejs oznacza wyższe koszty paliwa, opóźnienia i droższe ubezpieczenia, co szybko odbija się na cenach towarów w Europie.
W praktyce oznacza to wolniejsze dostawy elektroniki, komponentów przemysłowych i odzieży. Detaliści w krajach UE, w tym w Holandii, mogą ograniczać promocje, a zamówienia online będą częściej przychodziły z poślizgiem.
Eksperci zwracają uwagę, że łańcuchy dostaw od pandemii stały się bardziej wrażliwe na szoki. Firmy znów budują większe zapasy, aby uniknąć braków, ale to także kosztuje.
Polskie sklepy i magazyny działające w Holandii już kalkulują wyższe stawki frachtu w cennikach na początek nowego roku. Dla polskich rodzin oznacza to, że część importowanych produktów może podrożeć po styczniowych dostawach.
Jeśli sytuacja na głównym szlaku żeglugowym się nie ustabilizuje, logistyka w Beneluksie pozostanie napięta. Transport lądowy i kolejowy z portów w Rotterdamie i Antwerpii zyska na znaczeniu, ale nie zrekompensuje w pełni przestojów na morzu.
Udostępnij artykuł


