
Niemcy tną biurokrację. U nas to też będzie czuć
Niemiecki rząd obiecuje ostry kurs na uproszczenia: do 2029 roku koszty regulacyjne mają spaść o jedną czwartą. To 16 miliardów euro rocznie, które – w teorii – trafią z powrotem w krwiobieg gospodarki. W praktyce chodzi o mniej formularzy, szybsze pozwolenia budowlane i wreszcie działającą cyfryzację urzędów.
Historie jak z innego świata? Niekoniecznie. Medialnym symbolem stały się nawet opóźnienia w krematoriach przez papierologię. Gdy biurokracja zwalnia życie, presja na reformę rośnie, a społeczne poparcie – wreszcie – jest.
Dla Polaków w Holandii, którzy pracują z rynkiem niemieckim – w transporcie, budowlance, e‑commerce – to dobra wiadomość. Szybsze odprawy, prostsze zgłoszenia, mniejsze „koszty tarcia” między krajami mogą przełożyć się na realne terminy i niższe ryzyko kar za spóźnienia.
Holenderscy eksporterzy i firmy z pogranicza też odetchną, o ile Berlin dowiezie wdrożenie. Gdy sąsiad upraszcza zasady, łatwiej budować łańcuchy dostaw pod presją kosztów, a to dziś kluczowe.
Nie łudźmy się jednak: mentalność „wszystko w regulaminie” nie zniknie w rok. To maraton, nie sprint. Jeśli Niemcy naprawdę odblokują pozwolenia budowlane, to i holenderskie firmy wykonawcze poczują drżenie telefonu – i być może nowe kontrakty.
Po dwóch latach recesji nasi sąsiedzi szukają prostoty. Cała Europa będzie im kibicować, bo mniejsza biurokracja rzadko szkodzi gospodarce. Za oknem – granica, na stole – papier. Oby w końcu cieńszy.
Share article


