
Meldunek z numeru 112: jak wygląda noc sylwestrowa
Były strażak, dziś dyspozytor, Jimmy de Sousa opowiada, że w noc sylwestrową na fajerwerki przy Moście Erazma ma czas zerknąć tylko na kilka sekund. Resztę nocy pochłaniają telefony – od uspokojenia spanikowanych po odsianie zgłoszeń, które nie wymagają interwencji.
Dyspozytorzy muszą błyskawicznie odróżnić pożar od zadymienia i realne zagrożenie od głośnego huku. „Czasem ludzie się irytują, gdy mówię, że nie wyślę wozu – ale wtedy tłumaczę, co zrobić samodzielnie i kiedy oddzwonić” – mówi Jimmy.
Dla polskich mieszkańców kluczowa informacja: 112 działa po polsku przez tłumacza telefonicznego, ale szybciej jest po angielsku lub niderlandzku. Przy zgłoszeniu trzeba podać dokładny adres, punkt orientacyjny i opisać objawy lub rodzaj ognia.
W noc sylwestrową dominują pożary śmietników, balkonów i komórek oraz poparzenia dłoni. W praktyce oznacza to, że gaśnica proszkowa i wiadro z wodą na balkonie to najtańsza polisa zabezpieczeniowa. Warto też zabezpieczyć klatki schodowe przed dymem i nie składować kartonów przy wyjściach.
Centra powiadamiania proszą o rozsądek przy odpalaniu fajerwerków. Dzieci i zwierzęta trzymajmy z dala, a w razie poparzeń – chłodzenie 20 minut letnią wodą i dopiero potem opatrunek. Zgłoszeń w Rotterdamie i okolicach w tę noc przybywa lawinowo.
Dobrym zwyczajem jest też wcześniejsze sprawdzenie lokalnych zakazów pirotechniki i godzin, w których strzelać wolno. To oszczędza mandatów i nerwów – także sąsiadom, którzy muszą rano jechać do pracy.
Udostępnij artykuł


