
ICE sięga po AI do śledzenia ludzi. Wniosek dla podróżnych
Amerykańska służba imigracyjna ICE coraz szerzej wykorzystuje sztuczną inteligencję do śledzenia ludzi w czasie rzeczywistym. Chodzi o łączenie danych z kamer, baz biometrycznych, rejestrów lotów i informacji z telefonów, by budować obraz przemieszczania się konkretnych osób. W praktyce oznacza to, że granica przestaje być tylko na lotnisku – staje się cyfrowa i mobilna.
Dla Polaków mieszkających w Holandii, którzy podróżują do USA służbowo lub turystycznie, to ważny sygnał. Zmienia się nie tylko kontrola na wjeździe, ale też późniejsze monitorowanie zgodności z przepisami pobytowymi. Eksperci od prywatności zauważają, że nawet drobne metadane – jak lokalizacje, rachunki czy zapisy przejazdów – mogą być łączone w precyzyjny profil.
Organizacje broniące praw człowieka pytają, gdzie są granice takiej inwigilacji i jak łatwo o pomyłki algorytmów. Trudno też ocenić, jak szybko i na ile skutecznie można kwestionować decyzje podjęte w oparciu o „czarną skrzynkę” AI. Praktycy prawa migracyjnego podkreślają, że przejrzystość procedur to dziś główny problem.
UE patrzy na te rozwiązania z rosnącym dystansem, ale sama także inwestuje w narzędzia cyfrowe na granicach, jak system EES. Różnica polega na ochronie danych: w Europie obowiązuje surowsze prawo, a kontrola sądowa jest częstsza. Mimo to widać, że technologia będzie coraz częściej decydować o tym, kogo i jak sprawdzać.
Co to oznacza dla podróżnych? Warto dbać o spójność informacji w dokumentach, kontrolować ustawienia prywatności w aplikacjach i nie lekceważyć reguł wjazdu oraz pracy. W razie problemów na granicy przydają się potwierdzenia rezerwacji, plan podróży i kontakt do pracodawcy.
Prawnicy radzą też, by zachować rozwagę w mediach społecznościowych, bo publiczne treści bywają skanowane przez służby. To nie powód do paniki, tylko nowa normalność: mniej papierów, więcej śladów cyfrowych i większa rola algorytmów w codziennych decyzjach urzędów.
Udostępnij artykuł


