
Almere zakazuje zgromadzeń w centrum. Lawina krytyki i pytania o granice
W centrum Almere wprowadzono zakaz samowolnego gromadzenia się: jeśli stoją obok siebie trzy osoby lub więcej i powodują ryzyko zakłóceń, policja może ich rozproszyć, ukarać lub zatrzymać. Burmistrz tłumaczy decyzję narastającą uciążliwością grup młodzieży i handlem narkotykami.
Krytycy, w tym Amnesty International i prawnicy, uważają to za środek zbyt daleko idący, z ryzykiem dowolnej interpretacji i dyskryminacji. Padają pytania, czy „normalne” spotkania młodych ludzi nie zostaną wrzucone do jednego worka z realnymi zagrożeniami.
Dla polskich rodzin mieszkających w okolicy to temat bardzo praktyczny: gdzie kończy się „chillowanie” na ławce, a zaczyna wykroczenie? Odpowiedź będzie zależeć od zachowania i oceny sytuacji przez służby – dlatego kluczowy staje się dialog młodzieży, opiekunów i władz miasta.
Ratusz podkreśla, że zakaz to element szerszej strategii, obok pracy streetworkerów i indywidualnych programów wsparcia. Ma potrwać pół roku i zostać oceniony pod kątem skuteczności oraz skutków ubocznych.
Policja nie ukrywa, że egzekwowanie będzie wyzwaniem przy ograniczonych zasobach. Pytanie, czy zakaz rzeczywiście ograniczy uciążliwości, czy tylko je przesunie kilka ulic dalej, pozostaje otwarte.
Jedno jest jasne: Almere stało się poligonem doświadczalnym dla kontrowersyjnego narzędzia porządkowego. Wyniki tego eksperymentu mogą odbić się szerokim echem w innych miastach.
Share article


